Statystyka bloga

O mnie

Moje zdjęcie
Łódź, łódzkie, Poland
Studentka II roku kosmetologii. Szczęśliwie zakochana. Od lat moją pasją jest makijaż.
Wystąpił błąd w tym gadżecie.

Szukam...(?)

czwartek, 17 listopada 2011

Warszawa, 12.11.2011r.

Witajcie!

W tak mroźny, czwartkowy wieczór przy kubku pełnym mleka z miodem, znalazłam chwilę czasu, aby móc zdać Wam relację z zeszłotygodniowego wypadu do Warszawy. Muszę przyznać, że tego mi brakowało. Wyjazd spontaniczny- a takie chyba najbardziej cieszą. Co ciekawe, miałam okazję spotkać się z moim R. i zasugerowałam, że jutro mijają trzy lata od kiedy jesteśmy ze sobą, a mój Raffaello, na to tak... "yyyyh, fuck! jutro?! a ja myślałem, że to w zeszłym tygodniu mijała nasza trzecia rocznica, dlatego zabrałem Cię do Warszawy". Hehe, padłam! ;) mężczyźni... no dobrze, powróćmy do sedna sprawy. Więc wybraliśmy się w zeszłym tygodniu do stolicy. Ja, R. i nasz przyjaciel. Oczywiście nikogo nie zdziwił fakt, że na umówioną godzinę, byłam jeszcze nie gotowa, ale jak już powiedziałam to jest w moim przypadku standard ^^ ale nie poddaję się i dążę do doskonałości:) Warszawa jako miasto pod względem architektonicznym robi na mnie ogromne wrażenie i nie znam osoby, która by się ze mną nie zgodziła. Odwiedziliśmy warszawskie zoo, które nie wbiło mnie w podłogę z zachwytu, ale i tak było ciekawie. Następnie wybraliśmy się do Pałacu Kultury i Nauki, skąd o zmroku spoglądaliśmy na panoramę stolicy. Uśmiecham się, gdy myślę, że od Edison wymyślił żarówkę to do dnia dzisiejszego miliony żarówek o mniejszym lub większym natężeniu światła zdobią budynki wywierając spektakularne zjawisko, mam rację? Hah, oczywiście nie mogłam obejść się bez Złotych Tarasów a w nich sklepu MAC. Niestety ceny kosmetyków przeszły moje oczekiwania, także jak szybko weszłam, tak szybko wyszłam, gdyż frustruje mnie spoglądanie na cokolwiek ze świadomością, że i tak tego nie kupię. Kolejne godziny spędziliśmy na mieście. Mówiąc kolowkialnie, nogi nam w d**ę wchodziły ^^ . Powiem Wam, że zabrakło nam dnia, by móc cokolwiek pozwiedzać, połazić i w ogóle. Na domiar tego, w drodze powrotnej moi chłopcy już dawno słodko spali i na mnie spadło eskortowanie nas do Łodzi. Oczywiście ze mną nigdy nie może być spokojnie, heh. Zostało nam około 100km do celu, gdy zaczęłam być nieco senna. Postanowiłam więc podjechać na najbliższą stację by pobudzić organizm dawką kofeiny. GPS, który kierował mnie ku celowi pomylił się i zaczął prowadzić mnie przez kręte drogi. Przez cały ten czas od stacji jechał za nami samochód, który nie odstępował nas na krok. Było ciemno, także trudno było mi zweryfikować chociażby markę auta. Co się okazało, jechała za nami jednostka policji, która po około 2km zatrzymała nas. W mojej głowie rozpoczęła się wielka produkcja myśli... bo co znów zrobiłam nie tak, do jakiego znaku się nie dostosowałam po raz kolejny, znów mandat(!)... okazało się, że szanowni panowie policjanci zwrócili uwagę na łódzkie rejestracje błądzące pomiędzy ulicami donikąd nie prowadzące. Tak naprawdę niby nic, nie wymagali ode mnie dokumentów, ale człowiek na sam ich widok ma wyższe ciśnienie, bynajmniej ja tak mam. ;) Jak tylko ich widzę, to kompletnie nie wiem jak mam jechać, po prostu dostaję głupawki ^^. Nie wiem, czy Wy też tak macie? W każdym bądź razie wypad w zeszłą sobotę mogę zaliczyć do udanych! Było mega! Natomiast poniżej zapraszam Was do krótkiej fotorelacji tak jak obiecałam ;)






































Do następnego! 
Kolorowych! ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz